Przejdź do treści

Historia biltongu: oryginalna przekąska z RPA

Na długo przed opakowaniami próżniowymi i etykietami z białkiem istniał pasek solonej, przyprawionej wołowiny, który suszył się w suchym powietrzu afrykańskiego veldu. To właśnie biltong – a jego historia jest starsza, dziksza i znacznie ciekawsza niż w przypadku większości przekąsek.

Zrodzony w drodze

Biltong nie powstał w fabryce. Rdzenni Khoikhoi z południa Afryki peklowali i suszyli mięso z solą na długo przedtem, nim na horyzoncie pojawiły się europejskie statki. Gdy w XVII wieku przybyli holenderscy osadnicy, przywieźli ocet, pieprz i szczerą miłość do kolendry – i obie tradycje spotkały się gdzieś pośrodku.

Przekąska naprawdę zasłużyła na swoje ostrogi podczas Wielkiego Treku w latach 30. XIX wieku, gdy rodziny Voortrekkerów ładowały wozy ciągnięte przez woły i pokonywały setki zakurzonych kilometrów w głąb lądu. Żadnych lodówek, żadnych sklepów, żadnych gwarancji. Mięso musiało przetrwać. Więc je solili, moczyli w occie, obtaczali w kolendrze i pieprzu, a potem wieszali do wyschnięcia. Efekt trzymał się tygodniami i podróżował jak mistrz. Sama nazwa to czysta praktyczność: pochodzi od holenderskich słów bil (zad) i tong (pasek).

Co właściwie czyni biltong biltongiem

Tu właśnie drogi biltongu i jego amerykańskiego kuzyna, jerky, się rozchodzą. Jerky zwykle kroi się cienko i suszy w niskiej temperaturze, często w dymnej, słodkiej marynacie. Biltong to zupełnie inna bajka – dosłownie i w przenośni.

Klasyczny biltong zaczyna się od grubszych kawałków, dostaje octową peklówkę i stawia wszystko na kolendrę jako swoją charakterystyczną przyprawę. Potem przychodzi cierpliwa część: jest suszony na powietrzu, nie gotowany. Wisząc całymi dniami w chłodnym, ruchomym powietrzu, powoli twardnieje, zachowując głęboki, mięsny charakter. Przetnij dobry kawałek, a zobaczysz przejście – ciemniejsze i bardziej suche przy brzegach, bogatsze ku środkowi. O tę właśnie teksturę w tym wszystkim chodzi.

To do tego uczciwa przekąska. Tradycyjny biltong to głównie wołowina, sól, ocet i przyprawy: bogaty w białko i ubogi w tajemnicze składniki. Nie obiecujemy tu cudów, po prostu dobre mięso zrobione porządnie.

Drzewo genealogiczne biltongu

Biltong rzadko podróżuje sam. Jego najbliższym krewnym jest droëwors – dosłownie „sucha kiełbasa” – przekąska przyprawiona kolendrą, w gruncie rzeczy kieszonkowy braciszek biltongu. Jeśli nigdy go nie próbowałeś, Biltong Premium Droëwors Original to idealny początek.

A potem jest jeszcze dzika strona. W ojczyźnie biltong robi się ze wszystkiego – od wołowiny przez springboka po kudu – i tego ducha utrzymujemy przy życiu na naszych półkach. QINA Springbok Sliced Biltong daje chudszy, wyrafinowany kęs, podczas gdy QINA Beef Sliced Biltong pozostaje wierny tradycyjnej recepturze z pierwszorzędną wołowiną namibijską. Masz ochotę na klasykę bez fajerwerków? Indiana Biltong Original robi to suszenie-na-powietrzu-i-peklowanie-w-occie dokładnie tak, jak rozpoznaliby je trekersi.

Skosztuj kawałek historii

Biltong przetrwał wozy zaprzężone w woły, oceany i kilka stuleci przekąskowych mód. Nieźle jak na kilka pasków solonej wołowiny powieszonych do wyschnięcia. A najlepszy sposób, by go zrozumieć, to wciąż ten pierwotny: oderwać kawałek i żuć.

Gotowy poznać przekąskę, która napędzała wyprawy samochodowe całego kontynentu? Odkryj całą kolekcję biltongu i wybierz swój pierwszy kawałek historii.

Back to top